Transplantacja organów – za i przeciw

Obecnie zwolenników przeszczepów przybywa – szczególnie popierają je osoby, które mają w rodzinie kogoś ciężko chorego. Nie jest to dziwne, gdyż trudno człowiekowi się rozstać z kimś, kogo się kocha. Na ogół ludzie boją się śmierci (tyczy się to zarówno osób starszych, jak i młodych), więc za wszelką cenę chcą przedłużyć swoje życie, nawet jeżeli oznaczałoby to przyjęcie obcego narządu. Decyzja o tego typu operacji należy do pacjenta, więc warto byłoby zapoznać się z ewentualnymi konsekwencjami takiej decyzji.

Wielu uważa, że poprzez transplantacje (wymianę chorych organów na zdrowe), ludzie są ratowani przed śmiercią. Według nauk kościelnych dawca uczynił największy akt miłosierdzia, jaki człowiek może dać bliźniemu, gdyż uratował komuś życie, ale czy jest tak naprawdę?

Sama przed wieloma latami zastanawiałam się, kto tak naprawdę decyduje o moim życiu, co się ma w nim wydarzyć, czy jak długo mam żyć… czy sama o tym decyduje, czy może czyni to Bóg lub jakaś inna siła wyższa? Kto ma prawo decydować o życiu i śmierci drugiej osoby, jeśli ona sama nie jest w stanie o tym zdecydować, bo np. jest nieprzytomna po wypadku? W którym momencie jest ratowanie życia, a kiedy zaczyna się ingerencja w wolną wolę / plan Duszy?

Temat transplantacji organów rozpatruję z różnych stron (etycznej, moralnej, duchowej, energetycznej, oraz jaki będzie miało to wpływ na mnie i na innych). Najbardziej interesuje mnie strona duchowa, ponieważ o niej się mało mówi, a także interesuje mnie, co dzieje się z nieśmiertelną duszą, jak ona reaguje na zabiegi transplantacyjne, czy są jakieś konsekwencje dla niej… a może to był jej plan, aby przeżyć takie doświadczenie (oddawanie organu – przez dawcę i pobieranie – przez biorcę). My ludzie zaniedbujemy duchową stronę własnego życia, nie interesują nas konsekwencje energetyczne, o których często nie wiemy, że takowe w ogóle istnieją.

Nasza Dusza w tym życiu zbiera to, co posiała w swoich poprzednich żywotach (prawo karmy) – ma to również wpływ na to, jak wygląda obecnie nasze ciało fizyczne. Poruszanie tego tematu wprawia wielu w zakłopotanie i zadumę. Wielu nie chce o tym rozmawiać i są ku temu różne powody. Najczęściej brakuje ludziom wiedzy w tym temacie… boją się śmierci… a dodatkowo odrzucają reinkarnację, co nie ułatwia im spokojnego odejścia z tego świata.

Wciąż wiele osób twierdzi, że organy pobiera się od martwych ludzi. Prawda jest taka, że martwy człowiek ma martwe organy, co oznacza, że organy pobierane są od wciąż żyjących ludzi. Organy można pobierać TYLKO od żyjących dawców, nawet jeżeli nastąpi tylko krótka przerwa w jego życiu, to on nie może być już dawcą. Gdy lekarze zdiagnozują śmierć pnia mózgu, wtedy mogą pobrać od niego organy.

W wielu krajach ci, którzy zdecydowali się na oddanie swoich organów np. po wypadku, mają specjalne paszporty, albo dokument wykonany u notariusza, w którym wyrażają swoją wolę oddania swoich organów (przepisy w tym aspekcie mogą się różnić w zależności od danego kraju).

Nie musielibyśmy się martwić wymianą organów, jakbyśmy o nie dbali prowadząc zdrowy tryb życia, wtedy nie dopadałyby nas choroby, które mogłyby je uszkodzić. Natomiast są również karmiczne przyczyny naszych zdrowotnych problemów i wynikają one z naszych poprzednich żyć. Gdy rodzimy się ponownie, nasza „karma” z poprzednich żywotów tworzy naszą nową osobowość. Dzieje się to już w łonie matki, gdy ciało zaczyna się kształtować. Nasze ciało jest tworzone z zapisu karmicznego, który znajduje się w naszej Duszy, która ma konkretną osobowość.

Własne organy są bardzo ważne, aby nic nie „zabrakło” energetycznie w nowo rodzącym się ciele ziemskim w następnym życiu. Wracając do naszych chorób… z własnego doświadczenia wiem, że chorobę trzeba zrozumieć, a nie z nią walczyć, czy ją wypierać. Jeżeli przychodzi do nas choroba, to ona chce zwrócić na coś naszą uwagę, na jakąś nieprawidłowość w naszym sposobie podejścia do samych siebie, na niewłaściwe wzorce myślenia, czy spojrzenie na innych ludzi / świat. Nasze Dusze w ten sposób komunikują się z nami, poprzez hormony i organy, w których znajduje się wiele informacji, zapisów, emocji, przeżyć, ran psychicznych i fizycznych, również tych z poprzednich wcieleń.

Dusze posługują się „kopniaczkami”, aby zwrócić naszą uwagę na stan naszego ciała, naszych organów, nasze emocje, które są w danym organie zgromadzone (zapisane) oraz na energie, jakie znajdują się w naszym ciele. Jeżeli nie reagujemy na początkowe lekkie symptomy, to po jakimś czasie pojawia się ból, a potem choroba. Dopiero jak człowieka zaczyna coś naprawdę boleć, to zaczyna reagować. Często również ignorujemy potrzeby własnej duszy, która pragnie uwolnienia się od zbędnych obciążeń, która chce ewoluować i powrócić do Źródła.

Wracając do śmierci i oddawania swoich organów do transplantacji. Ludzie na ogół boją się śmierci i między innymi dlatego decydują się na przyjęcie nowego (zdrowego) organu. Jak to powiedział Seneka, „kto nie chce umrzeć, ten nie chce także żyć”. Ego broni się przed śmiercią i podsuwa różne sposoby na przedłużenie swojej egzystencji.

Jeżeli trawi nas jakaś ciężka choroba, powinniśmy ją zaakceptować, a następnie zrozumieć… i może właśnie wtedy zacznie się proces uleczenia, ponieważ poznajemy przyczynę stojącą za ów chorobą, jej podłoże duchowe oraz psychiczne. Może Bóg poprzez chorobę chce, abyśmy ponownie znaleźli drogę do Niego (idąc za maksymą „Jak trwoga, to do Boga”).

Nasze choroby są często bolączkami naszej Duszy oraz mają karmiczne przyczyny, dlatego nawiązanie kontaktu z własną Duszą jest tak istotne. Wspólnie z nią możemy zwrócić się do Boga o uzdrowienie, gdyż tylko On może tego dokonać! Powinniśmy również zadać sobie pytanie, czy mamy prawo decydować o przedłużeniu swojego życia lub jego skróceniu? Czy nasza Dusza nie poniesie z tego faktu konsekwencji w swoim następnym fizycznym wcieleniu? I kto tak naprawdę powinien o tym decydować… my… nasza Dusza, czy Bóg? Jeżeli stawiamy w tym aspekcie na swoją wolę, to czy aby jesteśmy pewni, że jest ona zgodna z wolą naszego Stwórcy?

Nasze organy posiadają w sobie informacje, które pochodzą między innymi z poprzednich wcieleń. Najwięcej jest ich w sercu, w wątrobie, w nerkach, czy w naszych kościach. Powinniśmy zadać sobie pytanie, czy jeżeli oddamy własne serce, to czy nie „wykasujemy” czegoś z siebie, jakichś ważnych informacji o sobie samym, które mogłyby być nam potrzebne (przydatne) w następnej fizycznej inkarnacji? Jak będzie funkcjonowała reszta narządów w następnym życiu, jeżeli jeden z nich został (w poprzednim życiu) wycięty? Przeszczepiając serce innego człowieka, wprowadzamy do swojego ciała informacje oraz emocje, które są dla nas obce… więc jeżeli pamięć jednego organu nie będzie właściwa (zgodna z innymi organami), to jak będą one reagowały?

Wydaje mi się, że Dusza ludzka może cierpieć, gdy z jej ciała są zabierane organy. Często organy są odrzucane przez ciało biorcy, gdyż jest to „obronny” odruch Duszy, która chce zapobiec na wiele sposobów, aby wszczepiono w jej ciało coś obcego. Może to być także plan Duszy, który przewiduje takie doświadczenie. Dla mnie sama myśl, że ktoś mógłby mieć w swoim ciele moje serduszko, czy inne organy napawa mnie przerażeniem – może wynika to z tego, że moja Dusza zna konsekwencje takiego zabiegu i nie chce ponosić konsekwencji z tego faktu w następnej inkarnacji.

Przeszczepiony organ ma dodatkowy (oprócz zdrowotnego) wpływ na osobę, która go dostanie, gdyż każdy organ ma w sobie unikalne zapisy (kodowania) osoby, która go posiadała. Wszystkie zapisy odnoszą się nie tylko do ciała fizycznego, lecz są również połączone z psychiką, umysłem oraz ciałami subtelnymi danej osoby. Tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji tego typu czynów. Nic nie wiemy o wpływie przeszczepów organów na nasze energetyczne ciała i naszą świadomość, gdyż interesuje nas jedynie ratowanie naszej fizycznej powłoki.

Dusza wcielająca się w następne ciało buduje go na podstawie zapisów, które zostały wpisane w „ciała subtelne”, więc dobrze byłoby mieć swoje organy, a nie cudze, gdyż nigdy nie wiemy jakie zapisy są w cudzych organach. Także przyjmowanie cudzej krwi (transfuzja) nie pozostaje bez konsekwencji dla Duszy w obecnym wcieleniu, jak i przyszłym. Znane są przypadki (nawet filmy o tym mówią), gdzie wszczepiono człowiekowi serce mordercy i po czasie taki człowiek zaczął się zachowywać jak ów morderca… nawet przypominał sobie zbrodnie, jakie tamten człowiek dokonał.

Podsumowując, w moim ciele tylko Bóg może przeprowadzać „remonty” i nikt inny, gdyż tylko On wie, co jest dla mnie najlepsze. Wielu jest takich, którzy uważają się za panów życia i śmierci, wydaje im się, że mając wpływy i pieniądze mogą przydłużyć sobie życie o parę lat, wszczepiając sobie nowy organ bez ponoszenia żadnych konsekwencji. Może w nadchodzącym świecie będzie możliwość „wyhodowania” organu albo zostanie wynaleziony preparat po zażyciu którego organ sam odrośnie… a w jeszcze dalszej przyszłości może wystarczy jedynie pragnienie płynące z naszego serca, aby dany organ sam się zrekonstruował.

W sprawie transplantacji każdy sam musi podjąć decyzję (jako dawca / biorca). Natomiast jak z każdą decyzją podejmowaną w życiu musimy liczyć się z konsekwencjami nie tylko w tym życiu, ale również i w tym przyszłym.

Lepiej dbać o zdrowie zapobiegając chorobom niż później stać przed dylematem… więc warto zawczasu zatroszczyć się o swoje ciało fizyczne i o swoją Duszę. Pamiętajmy także o tym, że nasze życie jest sumą naszych wyborów – jak sobie pościelimy, tak się wyśpimy.


Meggi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *